Od kilku lat pokutuje nurt powrotu do korzeni, do tego, co naturalne i zapomniane. Na nowo uczymy się doceniać to, co nas otacza, wczuwamy się w filozofię życia slow, żyjąc niekiedy ekstremalnie fast. Coraz częściej uciekamy od hałasu miast, gdzieś, gdzie świat zwalnia, a my możemy wraz z nim. Podążamy do miejsc, które oferują nam pobycie z naturą, odczucie jej obecności, doświadczenia jej wielkości, prostego piękna i prostego życia.

W dzisiejszym świecie spoglądamy na przyrodę inaczej niż nasi przodkowie; nas trzeba uczyć szacunku do Ziemi, podczas gdy nasi poprzednicy mieli do niej nabożny stosunek – to ona była żywicielką, matką plonów i świątynią pod gołym niebem. Z racji położenia geograficznego, należymy do Słowian, a ci od wieków darzyli ogromnym szacunkiem wszystkie drzewa. Jednakże to dęby stanowiły koronę tej hierarchii.

Drzewo w dawnych wierzeniach wspierało sklepienie niebieskie, w którym mieszkali bogowie, a jego korzenie sięgając głęboko, stanowiły filary piekieł. Dąb uważany był za drzewo święte, które upodobał sobie Słowiański bóg, Perun – władca burz i błyskawic, regularnie błogosławił dęby, kumulując w nich swoją moc i czyniąc je leczniczymi.

Dęby to niezmiennie od wieków symbol trwałości i nieśmiertelności. Majestatyczne, naturalne świątynie stanowiły miejsca rytuałów, wydzielano obszary – święte gaje, które dodatkowo ogradzano innymi rodzajami drzew, aby nikt niepożądany nie wtargnął do środka. Jeszcze w XIX wieku, na wschodniej ścianie naszego kraju, praktykowano trzykrotne obejście drzewa przez parę młodą w celu długotrwałego, wspólnego pożycia.

Manifestacja nieskończonej boskiej potęgi, zaklęta w drzewie mogącym przeżyć nawet tysiąc lat, budziła powszechny szacunek i świętokradztwem było jego ścięcie. W Polskiej frazeologii dąb przypisywany jest mężczyznom, ponieważ prawdziwy chłop powinien być dokładnie taki jak to drzewo: silny, wysoki i wielki. Niegdyś kobiety, by dodać siły, zdrowia i sprawności seksualnej, smagały swych wybranków dębowymi gałązkami, z takich samych powodów czynili to panowie podczas kąpieli w łaźni.

Wiara w prozdrowotne właściwości dębu przez wiele lat była silnie zakorzeniona na słowiańskich terenach. Chcąc uniknąć bólu pleców, ocierano się o nie; obłożnie chorych przeciągano po rozłupanych konarach, a wywarem z kory leczono łupież, hemoroidy, biegunki czy oparzenia. Z rosnącej na liściach dębianki sporządzano odkażające nalewki, a z żołędzi robiono odżywczą mąkę oraz kawę. Dla mieszkańców wczesnośredniowiecznej Europy żołędzie stanowiły pokarm porównywalny dziś z ziarnami zbóż. Mało kto wie, ale współcześnie także wykorzystuje się sproszkowane owoce dębu. Można ich używać jako kawę lub kakao żołędziowe, z powodzeniem hamują przykrą dolegliwość w postaci biegunki, nie pozwalając na dalsze odwadnianie się organizmu.

Te stare wierzenia i zachowania dziś tłumaczymy dzięki zdobyczom nauki. Przez zawarte w korze dębu garbniki, kwasy fenolowe, trójterpeny, flawonoidy czy kwercetynę, surowiec ten posiada właściwości ściągające, przeciwzapalne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Zapobiega rozwojowi wirusów odpowiedzialnych za tworzenie opryszczki (Herpes), wykazuje właściwości antyseptyczne wobec gronkowców, łagodzi stany zapalne skóry, normalizuje wydzielanie sebum u skór tłustych i trądzikowych, przyspiesza gojenie ran. Można go znaleźć w szamponach i płukankach do ciemnych, przetłuszczających się oraz wypadających włosów. U nas znajdziecie go w żelu do mycia twarzy i brody.

Dąb to potężne drzewo, które od wieków gości w przeróżnej symbolice: jego liście widnieją na aktualnych polskich monetach, jego wizerunek wpisany jest w historie miast i należących do nich herbów. Niezmiennie od setek lat symbolizuje moc, odwagę, siłę, mądrość, prawdę oraz męskość. Jesteśmy dumni, że ten mały, wielki surowiec znalazł swoje miejsce w naszych kosmetykach i będzie służył kolejnym pokoleniom, wydobywając z męskiej skóry to, co najszlachetniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *