Mówi się, że wszystko ma swój czas i swoją mniejszą lub większą historię. Ale czy kiedykolwiek odnieślibyście te słowa do kosmetyku? Tak, dokładnie do tego, który gości w Waszej łazience. Pewnie niewielu zastanawiało się nad drogą jaką musiał przejść, aby zamieszkać na łazienkowej półce; nikt raczej nie rozmyślał nad jego wcześniejszym losem. Kosmetyk to tylko kosmetyk, powiecie. To nie do końca jednak prawda, ponieważ ten niewielki produkt ma za sobą naprawdę długą i fascynującą historię.

Historia środków do pielęgnacji ciała wbrew współczesnym skojarzeniom, nie rozpoczyna się od kobiet, ale od mężczyzn – wojowników, łowców i kapłanów. Pradawni panowie chcąc wzbudzić strach i respekt wobec wrogów czy łownej zwierzyny, ozdabiali swoje ciała rozmaitymi barwami, zaś duchowni przy pomocy malunków podkreślali swoją wyższość nad zwykłymi śmiertelnikami. Jednym z najstarszych kosmetyków z tamtego okresu jest pochodząca sprzed prawie 40 tysięcy lat czerwona farba, wykonywana z tlenków żelaza i zwierzęcego tłuszczu, używana do rytualnego malowania twarzy.

Kobiety początkowo były tylko bacznymi obserwatorkami, do momentu, gdy same odkryły, że malunki na ciele nie muszą służyć tylko i wyłącznie do odstraszenia wroga czy podkreślenia wyższości nad nieprzyjacielem, ale mogą one przede wszystkim stanowić narzędzie do podkreślenia własnej urody – i co najważniejsze – przyciągnięcia odpowiedniego mężczyzny. Do tego celu wykorzystywały dary Ziemi: mleko zwierząt, jaja, muł rzeczny czy odchody gazeli. Szczytem mody były farbowane na czerwono włosy, ułożone przy pomocy pszczelego wosku.

Mijały lata, a wraz z nimi powoli następował rozwój kosmetyki, objawiający się coraz silniejszym kultem piękna. Jak z historii wiadomo, wiele spraw dotyczących osiągnięć ludzkości, ma swój początek w starożytnym Egipcie, gdzie klimat do dnia dzisiejszego, nie należy do najłaskawszych. Świadomość szkodliwego działania pustynnego klimatu, mieli już starożytni mieszkańcy, którzy w celu ochrony przed palącym słońcem, wsmarowywali w skórę mazidła na bazie olejów i wosków; stosowano maski z jaj, miodu czy mleka, aby zapobiec jej nadmiernemu wysuszeniu. Oznaką bogactwa i dostojeństwa stała się jasna skóra, ciemna zaś była utożsamiana z robotnikami, biedniejszą klasa społeczną. W celu zatuszowania prawdziwego odcienia, nadawano skórze bledszy i błyszczący odcień przy pomocy pudru wykonanego z jasnej ochry lub złocistej farby.

Ze względu na położenie geograficzne, w starożytnym Egipcie królowała czarna, wykonana ze spalonego różu hiszpańskiego kredka, która służyła do malowania oczu. Antyczni Egipcjanie szczególną uwagę kierowali właśnie w stronę makijażu oka – w ten sposób oddawano cześć bogowi słońca Re oraz chroniono narząd wzroku przed stanami zapalnymi wywołanymi przez kurz czy silne promieniowanie słoneczne. Ten z pozoru niewinny zabieg, z biegiem czasu został wykorzystany przez kobiety do finezyjnego podkreślenia urody, nadający oku zalotny kształt.

Kult ciała oraz piękna zawitał też na Stary Kontynent. Grecy stosowali kosmetykę, aby upodobnić własne ciała do panującego ówcześnie klasycznego ideału piękna. Podobnie jak Egipcjanie, Grecy cenili jasny odcień skóry. W tym celu nakładano papkę przygotowaną z miąższu chleba i mleka. Była to najpopularniejsza maseczka wybielająca, którą współcześnie zakwalifikowalibyśmy do peelingu chemicznego. Starożytnym Grekom zawdzięczamy wynalazek jakim jest lanolina, czyli tłuszcz z owczej wełny, który po dziś dzień jest obecny w wielu dostępnych na rynku kosmetykach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *