Myśląc o antycznym Rzymie, można postawić znak równości pomiędzy tym regionem a kąpielą. Niewątpliwie rytuał mycia narodził się w centrach higieny –  termach. Ten zabieg przeszedł do Wiecznego Miasta z Egiptu, gdzie na dobre wpisał się w kulturę średniowiecznych Europejczyków.Kąpiel, oprócz zabiegu higienicznego, była momentem czysto towarzyskim, podczas którego zapadały ważne politycznie decyzje. Zamożniejsi mieszczanie zażywali ablucji w kozim lub oślim mleku. Ideałem piękna były jasne jak u Germanów włosy. W celu rozjaśnienia swoich, Rzymianie używali naparu z rumianku, żółtek jaj czy długotrwale przebywali na słońcu, lecz w momencie, gdy praktykowane metody okazywały się zawodne, posypywano włosy złotem, aby wydały się jaśniejsze.

Jak donosi literatura, kosmetyka w czasach starożytnych to prawdziwe oddanie się pięknu, higienie, wonnym balsamom i barwnym kosmetykom. Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Złoty czas kosmetologii Europejskiej skończył się wraz z upadkiem Cesarstwa  Rzymskiego. Rosnące wpływy chrześcijaństwa, potępiające dotychczasowe rytuały i kosmetyki, uznawały preparaty kosmetyczne za pogańskie zabobony, a przywiązywanie uwagi do wyglądu czy higieny nazwano przejawem próżności, przeszkadzającej w zbawieniu duszy. Dręczona przez wojny, głód i ubóstwo Europa, z braku higieny stawała się coraz to bardziej cuchnącym kontynentem. Zupełne zaniedbanie higieny doprowadziło do szerzenia się chorób i epidemii; swoje żniwo zbierała dżuma, cholera i czarna ospa. W obawie przed zakażeniem, ludność zaprzestała korzystania z łaźni – kult ciała ostatecznie upadł. Obowiązującym wówczas trendem stała się skromność; bardzo popularna była blada, wręcz przeźroczysta cera. Aby osiągnąć zamierzony odcień, stosowano pudry wykonane z kleiku mąki owsianej i węglanu ołowiu lub kadzidła czy mleka.

W średniowieczu skupiono się nad zielarstwem oraz poznawaniu wpływu działania roślin na człowieka. Mniej ortodoksyjni chrześcijanie podejmowali walkę o lepszy wygląd stosując rozmaite zioła, spłycając zmarszczki przy pomocy pszczelego wosku czy oleju migdałowego, a nawet krwi nietoperza czy węża. Niestety, pod koniec czternastego wieku osoby zgłębiające tajemnice działania roślin, nie mogły czuć się bezpiecznie. Posądzane o uprawianie magii i szerzenie herezji, często kończyły swój żywot torturowane, palone na stosach czy w trakcie próby wody (o czary najczęściej posądzano kobiety. Wierzono, że jeśli wrzucona do wody niewiasta, utopi się – uznawano ją za niewinną. Niestety, z racji noszenia obfitych spódnic, ciało zazwyczaj pozostawało na powierzchni, co stanowiło dowód na winę oskarżonej.).

Pachnący dość osobliwą wonią, nieumyci Europejczycy chcieli zatuszować odór przy pomocy pochodzących ze Wschodu pachnideł. Niestety, nakładanych warstw kosmetyków czy perfum, nie zmywano, ale dokładano kolejne. Nie trudno się więc domyślić, jaki zapach unosił się w powietrzu po serii takich zabiegów. W obecnym świecie jest to nie do wyobrażenia, ale dla ówcześnie żyjących, kontakt z wodą był nie do pomyślenia. Znana patronka górników solnych, święta Kinga, szczyciła się tym, że za życia nie tknęła jej ani jedna kropla wody.

Wprost przeciwnie do Europejczyków, obszarem dbającym o swój wygląd i czystość, byli w tym czasie Arabowie, którzy stosowali w pielęgnacji ciała alkohol. Średniowieczne arabki używały odmładzających maseczek z cytryn, ryżu, jaj i orzechów; wykorzystywano tak dobrze dziś znaną i cenioną wodę różaną, która niezmiennie od setek lat, stanowi bazę do sporządzania kremów czy lotionów.

Z późnego średniowiecza do renesansu, przeniosła się moda na tuszowanie zapachu ciała perfumami. Kąpiel nie była już tak kontrowersyjna jak wcześniej, ale stosowana jedynie przez niższe warstwy społeczne. Osoby zamożniejsze uważały mycie za nieeleganckie i pospolite oraz wierzyły, że wraz z kąpielą woda przenika do wnętrza ich ciała i powoduje chorobę. Niezmiennie jednak dbano, by skóra była w odcieniu śnieżnobiałym z domieszką różu, który wykonany ze sproszkowanych pereł czy drzewa sandałowego.

Przez kosmetyki zawierające szkodliwe substancje jak ołów, rtęć czy arszenik, renesansowe preparaty nie należały do najbezpieczniejszych. W epoce elżbietańskiej zalecano, aby skórę pokrywać bielą wenecką, czyli trującą mieszaniną bieli ołowianej z octem, która po długotrwałym stosowaniu prowadziła do owrzodzeń i uszkodzenia wewnętrznych organów, utraty włosów, problemów z płodnością, migren, bóli mięśni, stawów, krwawień z nosa, wysokiego ciśnienia, nudności, a w ostateczności – śmierci w wyniku zatrucia ołowiem.

 

ZAPRASZAMY NA INSTAGRAM!

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *