Męska pielęgnacja – rutyna czy tabu?

Świat nieustannie się zmienia, a wraz z nim ewoluują całe społeczeństwa i ich normy. Coś, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, dziś jest powszechne i nikogo już nie dziwi. Wszystko płynie, jak powiedział Heraklit z Efezu. I choć to stwierdzenie pochodzi z piątego wieku przed naszą erą, nadal jest bardzo aktualne.

Od ponad miesiąca żyjemy w latach dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku, a męska pielęgnacja rozgrzewa niektórych bardziej niż kilka kieliszków mocnego alkoholu. Dla pewnej grupy osób męskie kosmetyki są anomalią i niezrozumiałą fanaberią, która jakimś cudem jest dostępna na rynku. Dla innych są produktem codziennego użytku, bez którego ciężko wyobrażają sobie dzień. Niezależnie czy uważasz, że dbanie o stan swojej skóry jest maksymalnie nie męski, a wręcz – kolokwialnie mówiąc –  pedalski; czy reprezentujesz przeciwny punkt myślenia, męska kosmetyka jest coraz szybciej rozwijającą się dziedziną, obok której nie można już przejść obojętnie.

Skąd u mężczyzn niechęć do kosmetyków?

Zazwyczaj męski opór i niechęć do czegoś więcej jak szampon i mydło bierze się… z niewiedzy i nieprzyjemnych doświadczeń.  Spójrzmy prawdzie w oczy  – do tej pory nikt nigdy nie wytłumaczył mężczyznom po co im np. krem do twarzy. Albo jak wpływa długotrwałe stosowanie mydła na skórę. Jeszcze do niedawna, na próbę rozmowy na temat męskiej pielęgnacji, panowie reagowali niechęcią, politującym spojrzeniem albo prześmiewczymi tekstami. Traktowali osobę próbującą wytłumaczyć sens męskiej kosmetyki jako brutalnego zamachowca na męską godność. Cóż… Do niedawna oferta kosmetyków dla mężczyzn była bardzo uboga, a na sklepowych półkach przeważały głównie kosmetyki kobiece. Przeciętny facet widząc to, otrzymywał jasny komunikat: skoro nie ma męskiego odpowiednika kosmetyku dla kobiet, to znaczy, że ten produkt nie jest dla niego. To jasne i logiczne. Dostając taką informację, żaden mężczyzna nie zdecyduje się na zakup damskiego produktu, bo przecież: po pierwsze – nie jest kobietą; po drugie – nie chce pachnieć jak kobieta; po trzecie – nie zamierza wyglądać jak kobieta.

Przez długie lata kosmetyki męskie traktowano po macoszemu. Nikt nie traktował męskiej pielęgnacji poważnie. Uważano mężczyzn za gorszego klienta, gdy tymczasem panowie byli ciekawi tego świata, ale wstydzili się zapytać czy spróbować w obawie, że ktoś przyklei im łatkę „niemęskich”. Mimo swej ciekawości, niejednokrotnie rezygnowali z używania kosmetyków do pielęgnacji, by nie upodabniać się do płci przeciwnej. Czy można się temu dziwić? Absolutnie nie.

Na moment odwróćmy sytuację i przenieśmy się do równoległego świata, gdzie kosmetyka kobiet pozostawia wiele do życzenia, czyli prawie nie istnieje. Wyobraźcie sobie sytuację, że jesteście umówieni na randkę z piękną dziewczyną. Kupiliście dla niej kwiaty, zarezerwowaliście stolik w restauracji. W końcu, gdy wybranka się zjawia, witacie się z nią i od razu wyczuwacie męski zapach na jej policzku. Coś tu jest nie tak, prawda?

Kosmetyk jest jak ubranie – ma podkreślać właściciela, wydobywać jego męskie lub damskie atrybuty i dodawać charakteru. Żaden mężczyzna wybierający się „do ludzi” nie użyje produktu o zapachu fiołków czy bzu, także mało która kobieta spryska się męskim dezodorantem przed wyjściem z domu. Gdyby tak się stało, ktoś taki natychmiast wyśle niewerbalny komunikat do ludzi którymi się otacza, że jest „inny”. Nikt z nas nie chce być „inny”, „dziwny”, bo to może prowadzić nawet do marginalizacji społecznej, ale nie brnijmy w to głębiej, bo nie o tym jest ten artykuł J Skoro rozróżniamy ubrania, buty czy zegarki na męskie i damskie, dlaczego mięlibyśmy kogoś namawiać czy wręcz zmuszać do używania kosmetyków sprzecznych z jego płcią?

Mężczyzna metroseksualny, czyli początki kosmetyki męskiej.

Termin metroseksualista po raz pierwszy zastosował felietonista Mark Simpson, opisując 15 września 1994 r. w The Independent stereotyp zakochanego w sobie mężczyzny, który używa tylko markowych kosmetyków, regularnie korzysta z zabiegów kosmetycznych, doskonale zna się na modzie oraz usuwa z ciała wszelkie owłosienie poza głową, uważając je za zbędne i nieestetyczne. Styl metroseksualnego mężczyzny dopuszcza stosowanie makijażu, farbowanie włosów, brwi i rzęs. W grę wchodzi także manicure, pedicure, zabiegi u kosmetyczki oraz medycyna estetyczna. W metroseksualnym świecie obowiązuje zasada: co dozwolone dla kobiet, nie jest zakazane w pielęgnacji męskiej. Zgodnie z tym nurtem, metroseksualiści dosadnie pokazali, że żyjemy w świecie podwójnych standardów – nikogo nie oburza mężczyzna z pędzlem do golenia, ale facet z pędzlem do pudru jest już wyśmiewany.

Wbrew powszechnej opinii, metroseksulany mężczyzna nie porzuca cech przepisywanych typowo mężczyznom, ale uzupełnia je o cechy kobiet, jak np. czułość czy delikatność. Można się z tym zgadzać lub nie, metroseksualizm zrobił dużo dobrego w świecie męskiej kosmetyki – stał się poniekąd jej fundamentem i początkiem dającym prawo mężczyznom do dbania o wygląd swojego ciała.

Moda i aktualne trendy to nieustanna sinusoida.

Świat nie znosi stagnacji i jego niepisanym prawem jest działanie niczym wahadło – odchyla się to w prawo, to w lewo. Ten pogląd doskonale odzwierciedla się także w męskiej modzie: najpierw propagowany jest styl na gładkie ciało, a za kilka lat modne staje się zupełne przeciwieństwo, czyli w tym przypadku długa broda.

Dzięki nieustannemu ruchowi i ewolucji społecznych norm, na ulicach większych i mniejszych miast zaczęli pojawiać się brodacze. To zjawisko jest czymś więcej jak modą. Można pokusić się o stwierdzenie, że  jest to swoisty manifest męskości, który podkreśla atrybut należący tylko do faceta. Broda stała się symbolem powrotu do korzeni, do prawdziwej, pierwotnej męskości. Taki trend nie powinien nikogo dziwić. W czasach, gdy panowie przejmują wiele dotychczasowych kobiecych ról i zadań, nadal chcą zachować swoją tożsamość.

Tak metroseksualizm ustąpił miejsca dumnym brodaczom, pozwalając na narodziny stylu lumberjack.

Czas na drwala.

Lumberseksualizm jest połączeniem pozornego zaniedbania z gęstą i bujną brodą. To obecny od kilku lat trend istniejący w świadomości mężczyzn, który pozwala im eksponować swoje najbardziej męskie cechy przy jednoczesnym zachowaniu dobrego stylu. Choć lumberseksualizm jest absolutnym przeciwieństwem metroseksualnego faceta, to właśnie on rozluźnił społeczne normy i wprowadził męską modę oraz kosmetykę na bardzo wysoki poziom. Charakterystyczna broda lub kilkudniowy zarost niegdyś kojarzona z lenistwem, dziś urasta do rangi kultu, o który mężczyźni dbają jak nigdy wcześniej. Broda otworzyła szerzej tą kosmetyczną drogę, pozwalając mężczyznom na sięgnięcie po więcej. Stąd jak grzyby po deszczu powstają kolejne barbershopy, specjalne kluby czy tematyczne, zorganizowane imprezy dla posiadaczy włosów na twarzy. Faceci zrozumieli, że o insygnia prawdziwego samca trzeba dbać, więc na rynku w niedługim okresie czasu pojawił się wysyp produktów do pielęgnacji brody. To właśnie te produkty ośmieliły facetów do dalszych eksperymentów, testowania różnych produktów i poszukiwań swojego ulubionego kosmetyku. Mężczyźni poczuli, że w końcu ktoś pomyślał tylko nich i stworzył produkty tylko dla nich. Na dodatek takich, których używania nie muszą się wstydzić i obawiać się, że ktoś określi ich mianem „zniewieściałych”.  Dzięki olejkom do brody i innym dedykowanym brodzie kosmetykom, mężczyźni stali się odważniejsi. Dzięki nim powoli odkrywają, że pielęgnacja ich twarzy nie kończy się na zaroście, ale dotyczy także całej reszty.

Stara prawda – jak Cię widzą, tak Cię piszą.

Jest takie stare powiedzenie, że bogactwo i dobry wygląd nigdy nie wyjdą z mody. Każdy z nas chce wyglądać dobrze. Aparycją niewerbalnie opowiadamy innym kim jesteśmy lub kim chcemy być. Zadbany wygląd, zdrowa skóra to wizytówka, którą prezentujemy światu, i która bezsprzecznie wpływa na naszą samoocenę, a także komfort życia. Męska pielęgnacja od lat przestaje być tabu. To wpływ zmieniającej się mody, ale także ludzkiego myślenia.

Współcześni mężczyźni już wiedzą, że kluczem do ich pielęgnacji są kosmetyki przeznaczone do… męskiej pielęgnacji. To niby nic odkrywczego, a jednak robi różnicę. Powoli śmiercią naturalną umiera pogląd, że woda i szare mydło oraz spirytus po goleniu to nieśmiertelna kosmetyczna trójca każdego szanującego się faceta. Teraz w cenie jest naturalność oraz specjalistyczne produkty, które realnie dbają o stan męskiej skóry. Faceci to coraz bardziej świadomi klienci, którzy bardzo często wiedzą czego nie chcą w kosmetykach. A nie chcą powrotu do przeszłości, gdzie byli zmuszani do używania produktów, które im nie odpowiadały ani zapachem, ani działaniem ani konsystencją.

My uważnie wysłuchaliśmy wszystkich męskich kosmetycznych bolączek i stworzyliśmy produkty, które są zbudowane z męskich potrzeb. A wiemy, że mężczyźni potrzebują czegoś zupełnie innego niż kobiety. Ich kosmetyki powinny wykazywać działanie antybakteryjne, matujące czy szybko odbudowujące płaszcz hydrolipidowy. Męska skóra jest także grubsza, a więc ich produkty powinny posiadać nieco większą dawkę składników aktywnych, aby zadziałać jak należy. Zarost, który jest teraz także na czasie to prawdziwe wyzwanie dla współczesnej kosmetyki. Aby był zdrowy i lśniący musi wyrastać z porządnie wypielęgnowanej skóry.

Męskie kosmetyki to nie wymysł czy fanaberia. To realna odpowiedź na męskie potrzeby. Kosmetyki mają za zadanie polepszać stan skóry, który jest tu teraz, ale także ich zadaniem jest zabezpieczyć skórę na przyszłość przed poważnymi problemami dermatologicznymi czy estetycznymi.

Wiemy, że każda zmiana wymaga rewolucji; że początki nie są łatwe; że najgorzej jest zacząć. Ale od tego jesteśmy my, aby dać mężczyznom to, na co od dawna zasługują. Bez tabu i ściemy. W nowej, wyjątkowej formie i składzie. Z szacunku do tradycji, z wykorzystaniem nowoczesności. Od mężczyzn dla mężczyzn.

Witajcie w świecie KANN.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.